Kryzys w relacjach amerykańsko-tureckich

Jakub Żylicz

Konsekwencje nieudanego zamachu stanu (który miał miejsce 15-16 lipca 2016 roku) w Turcji nie tylko rzutują na politykę wewnętrzną tego kraju, ale również na sytuację na arenie międzynarodowej. Jednym z efektów puczu w wymiarze międzynarodowym jest radykalne pogorszenie się stosunków między Turcją a Stanami Zjednoczonymi. Od ponad miesiąca na linii Ankara-Waszyngton wrze.

W związku z tym, że za główną osobę odpowiedzialną za organizację nieudanego zamachu stanu Ankara uznała – mieszkającego obecnie w stanie Pensylwania – imama Fethullaha Gülena, zażądano od Stanów Zjednoczonych jego ekstradycji. 30 lipca szef MSZ Turcji Mevlut Cavusoglu zagroził nawet, że niewydanie Gülena odbije się na wzajemnych stosunkach. Żądania Turcji nie zyskały przychylności w Waszyngtonie.

Wobec niechęci do ustąpienia w tej kwestii, Ankara wybrała konfrontacyjną strategię wywierania presji, obliczoną m.in. na zmianę stanowiska Białego Domu. 29 lipca prezydent Recep Tayyip Erdoğan oskarżył szefa Centralnego Dowództwa Stanów Zjednoczonych (U.S. Central Command) o popieranie ludzi, którzy stali za organizacją przewrotu.  Natomiast 2 sierpnia, w jednym ze swoich przemówień w kontekście braku zgody na ekstradycję Gülena, Erdoğan stwierdził, że „Zachód wspiera terrorystów i spiskowców”.  Najprawdopodobniej innym elementem wywierania presji na Stany Zjednoczone, tym razem wychodzącym poza sferę retoryki, było odcięcie w drugiej połowie lipca dostaw prądu do strategicznej z punktu widzenia amerykańskich interesów bazy Incirlik. Więcej o samej bazie pisaliśmy w naszym wcześniejszym artykule.

Odpowiedź Zachodu

W odpowiedzi na oskarżenia ze strony Turcji, prezydent Barack Obama zaprzeczył, jakoby Stany Zjednoczone miały jakikolwiek związek z organizacją zamachu. Ponadto, sekretarz stanu John Kerry zaznaczył, iż Stany Zjednoczone rozważą ekstradycję Gülena tylko wtedy, jeśli Ankara przedłoży przekonujące dowody wykazujące jego zaangażowanie w organizację przewrotu. Co więcej, w zagranicznych mediach pojawiły się prawdopodobnie nieprawdziwe informacje o tym, jakoby Stany Zjednoczone przetransportowały z bazy Incirlik do Rumunii broń jądrową. Nie wiadomo kto jest odpowiedzialny za taką dezinformację. Trudno jednak nie mieć wrażenia, że doniesienia te mają charakter ostrzeżenia dla Turcji.

Ponadto, działania prezydenta Erdoğana podjęte w następstwie nieudanego zamachu stanu – wymierzone w osoby podejrzane o związki z puczystami – były szeroko krytykowane przez zachodnich polityków. Taki stan rzeczy z pewnością dał pretekst Turcji do zaostrzenia retoryki wobec zachodnich partnerów. 15 lipca John Kerry na wspólnej konferencji z szefową unijnej dyplomacji Federicą Mogherini  przestrzegał tureckie władze przed nieposzanowaniem demokracji i praworządności. Kerry stwierdził także, że NATO stawia wymagania swoim członkom, do których należy respektowanie demokracji. Z wypowiedzi tej można wywnioskować, że była ona ukrytą groźbą wskazującą na niepewność członkostwa Turcji w Sojuszu – w razie niezmienienia przez nią obranego kursu.

Znaczenie Turcji

Konfrontacyjnej polityce Turcji wobec Stanów Zjednoczonych towarzyszą sprzyjające okoliczności na arenie międzynarodowej. Obecna sytuacja znacząco zwiększyła znaczenie Turcji w stosunkach międzynarodowych, przez co  Ankara jest w stanie wywierać w większym stopniu niż wcześniej wpływ na inne mocarstwa – w tym Stany Zjednoczone.

Turcja stała się niezbędnym elementem w strategii prowadzącej do rozwiązania problemów bardzo istotnych z punktu widzenia krajów zachodnich. Z jednej strony, Unia Europejska potrzebuje Turcji w obliczu kryzysu uchodźczego. To dzięki umowie z Turcją (z 18 marca 2016 roku) przez kilka ostatnich miesięcy Unii udało się znacząco ograniczyć napływ na jej terytorium nielegalnych uchodźców. Z drugiej strony, Stany Zjednoczone potrzebują Turcji do stabilizowania sytuacji na Bliskim Wschodzie i walki z tzw. Państwem Islamskim. Ponadto, w obliczu wyzwań, jakie stoją przed NATO Zachód nie może pozwolić sobie na rozbicie jedności Sojuszu, co sprawia, że jest bardziej skłonny do ustępstw.

Konfrontacja ze Stanami Zjednoczonymi

Przyczyną dla której Turcja zdecydowała się na konfrontacyjną politykę w stosunku do Amerykanów może być, po pierwsze, chęć rozprawienia się za wszelką cenę z wrogiem „numer jeden” Erdoğana – Fethullahem Gülenem i środowiskiem z nim związanym. Sprowadzenie go do Ankary i osądzenie w pokazowym procesie byłoby znaczącym krokiem zmierzającym do dalszej likwidacji wpływów jego ruchu w Turcji.

Z analiz ekspertów wynika, że środowisko Gülena – wrogo nastawione do obecnej władzy – ciągle posiada duże wpływy w strukturach państwa tureckiego, przez co stanowi zagrożenie dla prezydenta Erdoğana.

Ocenę tę potwierdza wypowiedź z 15 sierpnia byłego ambasadora Stanów Zjednoczonych w Turcji,  urzędującego w Ankarze w latach 2008-10. Wskazuje on na to, że wojsko, policja, a także organy sądownicze w Turcji są zinfiltrowane przez środowisko Gülena. Od dłuższego czasu jego ruch jest traktowany jako egzystencjalne zagrożenie dla obecnych tureckich władz, o czym świadczą liczne działania prowadzone wobec niego. W maju br. tureckie władze uznały ruch Gülena za organizację terrorystyczną. Natomiast wcześniej dochodziło do zatrzymań ludzi powiązanych ze skłóconym z prezydentem Erdoğanem imamem, a także zamknięto kojarzoną z nim redakcję Zaman i bank Asya. Choć, jak pewnie Ankara w rzeczywistości zakłada, Gülen nie stoi za organizacją przewrotu, to sytuacja stworzyła dogodny pretekst do rozprawienia się z nim i jego stronnikami,  nawet kosztem relacji ze Stanami Zjednoczonymi.

Drugim możliwym powodem zaognienia relacji turecko-amerykańskich mogło być dążenie Ankary do umocnienia swojej pozycji na arenie międzynarodowej i maksymalizacji zysków w relacjach z Zachodem.

Z ostatnich działań dyplomatycznych Turcji można wywnioskować, że Ankara chce przestraszyć kraje zachodnie perspektywą zdystansowania się do wspólnoty zachodniej i integracji z państwami z nią skonfliktowanymi. Nietrudno zauważyć, że doszło do zmiany akcentów w tureckiej polityce zagranicznej. Po wielu miesiącach zaostrzonych stosunków między Ankarą a Kremlem – od czasu zestrzelenia przez  tureckie siły powietrzne rosyjskiego myśliwca Su-24 – doszło do polepszenia wzajemnych relacji. Przywrócono kontakty i współpracę na najwyższym szczeblu. Oprócz tego powróciły plany budowy gazociągu „turecki potok” (turkish stream).

Zauważalne zmiany nastąpiły również w retoryce w stosunku do Syrii. Ankara nie jest już tak krytyczna wobec reżimu Baszara al-Asada, jak była wcześniej. Zmiana ta jest odejściem od linii Zachodu, który dąży za wszelką cenę do obalenia obecnego prezydenta Syrii.

Powyższe działania wskazują na to, że tureckie władze  podjęły strategię balansowania pomiędzy różnymi siłami na arenie międzynarodowej w celu wzmocnienia pozycji negocjacyjnej w rozmowach z Zachodem. Ankara może mieć zamiar wywarcia presji na Brukselę, aby ta w końcu zrealizowała  postulaty zniesienia wiz, czy wznowienia procesu akcesyjnego do UE, których spełnienia od dawna domaga się Turcja. Do powyższych kroków Unia zobowiązała się na mocy marcowej umowy ws. uchodźców. Jednak z powodu ostatnich wydarzeń w Turcji ich realizacja została zahamowana.  To, jak bardzo zależy Ankarze na wspomnianych postulatach, pokazuje, iż w razie braku ich realizacji, tureckie władze zagroziły wycofaniem się z marcowego porozumienia.

Ponadto, Ankara mogła sprowokować konflikt ze Stanami Zjednoczonymi, aby wymusić akceptację dla prowadzonej przez siebie polityki. Prezydent Erdoğan podejmuje działania, które nie podobają się krajom zachodnim, przez co sprowadza na siebie falę krytyki. Ze szczególnie negatywną reakcją spotkały się ostatnie represje na szeroką skalę w odpowiedzi na zamach stanu, metody rozwiązywania konfliktu z Kurdami, czy od dłuższego czasu dążenia prezydenta do wzmocnienia swojej pozycji w państwie tureckim. Co więcej, prezydent Erdoğan posądzany jest na Zachodzie o tendencje autorytarne. Możliwe, że Ankara ma nadzieję, iż w obliczu groźby oddalenia się Turcji od wspólnoty zachodniej, Stany Zjednoczone i Unia Europejska zaprzestaną ingerować w sprawy wewnętrzne tego kraju i zaakceptują politykę tureckich władz.

Przyszłość stosunków amerykańsko-tureckich

Wywołanie konfliktu dyplomatycznego ze Stanami Zjednoczonymi, na co pozwoliły Turcji sprzyjające okoliczności na arenie międzynarodowej, ma na celu realizację ważnych interesów z punktu widzenia Ankary. Przyszłe stosunki amerykańsko-tureckie będą w dużej mierze zależeć od tego, jakie stanowisko wobec zmian zachodzących w Turcji przyjmie Waszyngton oraz czy dopuści do ekstradycji Fethullaha Gülena.

Z jednej strony, oddanie imama bez udowodnienia przez Ankarę jego winy byłoby pogwałceniem zasad praworządności, na które Waszyngton usilnie do tej pory wskazywał w relacjach z Turcją. Takie posunięcie umacniałoby obraz Stanów Zjednoczonych jako kraju, który instrumentalnie podchodzi do promowanych przez siebie wartości. Dokładnie takie same konsekwencje miałaby akceptacja kontrowersyjnej polityki prezydenta Erdoğana.

Z drugiej strony nie idąc na ustępstwa wobec Ankary Waszyngton może stracić strategicznego sojusznika na bliskim wschodzie –  co utrudniłoby mu stabilizowanie sytuacji na bliskim wschodzie i  efektywną walkę z Państwem Islamskim. Wobec tego, amerykańskie władze znalazły się w sytuacji, w której są zmuszone znaleźć kompromis między wyznawanymi wartościami, a strategicznymi interesami.

regulamin

Poprzez kontynuację wyrażasz zgodę na używanie cookies. więcej informacji / more info

Poprzez akceptację wyrażasz zgodę na używanie cookies np. byśmy mogli lepiej dostosować wyświetlanie treści do oczekiwań naszych czytelników. The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij / Close