Wojna wraca do Sudanu?

Kamil Szuleko

Południowy Sudan od początku swego istnienia naznaczony jest przemocą i krwawą wojną. Po latach starć udało się osiągnąć rozejm i rozpocząć odbudowę kraju. Na próżno jednak szukać pokoju w tym regionie. Tragiczna sytuacja gospodarcza i wciąż obecne konflikty etniczne doprowadziły do wybuchu regularnej walki na ulicach stolicy państwa. Czy, zdawałoby się, wygasła wojna odżyje na nowo?

Na początku lipca bieżącego roku doszło do wybuchu nowych starć w Południowym Sudanie. W stolicy kraju, Jubie, miało miejsce spotkanie prezydenta Salvy Kiira z wiceprezydentem Riekiem Macharem, w związku ze zbliżającym się świętem niepodległości Południowego Sudanu, przypadającym na 9 lipca. Jednocześnie, poplecznicy obydwu przywódców rozpoczęli regularne starcia na ulicach Juby, zrywając tym samym zawieszenie broni, które udało się wypracować w sierpniu 2015 roku.

Wcześniej bowiem w latach 2013-2015, w tym najmłodszym kraju na świecie (uzyskał on niepodległość 9 lipca 2011 roku), toczyła się okrutna wojna domowa, w której głównymi aktorami byli właśnie obecni przywódcy państwa (Kiir i Machar). Konflikt ten, poza pobudkami politycznymi, zawierał w sobie również podłoże etniczne, charakterystyczne dla wojen prowadzonych w Afryce, jako że Salva Kiir wywodzi się z plemienia Dinka, natomiast jego rywal należy do grupy Nuerów. Przez lata wojny obydwoje mieli dopuszczać się masowych morderstw na tle etnicznym, doprowadzając jedynie do zwiększenia antagonizmów głównie wśród młodych ludzi. Wiele przykładów na zbrodnie popełniane przez żołnierzy obu stron opisują organizacje takie jak Amnesty International czy Human Rights Watch, jednak mimo to władza pozostaje w rękach tych samych ludzi, przy milczącym przyzwoleniu pozostałych państw i organizacji międzynarodowych.

Od wybuchu konfliktu w grudniu 2013 roku życie straciły dziesiątki tysięcy osób (minimum 50 tysięcy, górna granica ofiar jest praktycznie niemożliwa do ustalenia), a ponad dwa miliony zmuszone zostały do przesiedlenia. Wreszcie w sierpniu 2015 roku, pod groźbą sankcji ze strony ONZ, a także z pomocą sąsiednich państw, udało się osiągnąć pokojowe zakończenie konfliktu. Jak wymuszone i pozbawione fundamentów było to rozwiązanie ilustruje fakt, iż przywódca opozycjonistów, Riek Machar, wrócił do kraju dopiero w kwietniu tego roku, aby oficjalnie objąć rolę wiceprezydenta.

Nie potrzeba było wiele czasu od powrotu Machara, aby doszło do nowych incydentów. Pierwsze starcia miały miejsce w czwartek 7 lipca 2016 roku, gdy żołnierze wiceprezydenta otworzyli ogień do oddziałów Kiira. Od tego momentu, przez następnych kilka dni trwały regularne potyczki z użyciem ciężkiej broni, w tym czołgów. 12 lipca prezydent wraz ze swym zastępcą ogłosili zawieszenie broni. W wyniku walk śmierć poniosło 272 żołnierzy, a także 33 osoby cywilne, w tym dwóch chińskich przedstawicieli ONZ. Liczba ofiar może jednak okazać się jeszcze wyższa. Przedstawiciel Organizacji Narodów Zjednoczonych potwierdził, iż za sprawą walk kolejne 42 tysiące osób musiało opuścić swoje dotychczasowe miejsce zamieszkania. W związku z tym Riek Machar po raz kolejny opuścił kraj.

Odnowienie konfliktu, spowodowało natychmiastową reakcję na arenie międzynarodowej. Wiele państw na czele z Niemcami, Wielką Brytanią i Japonią ewakuowały swoich obywateli w obawie przed wybuchem kolejnej wojny. Stany Zjednoczone wysłały dodatkowe oddziały wojska, podkreślając jednocześnie ich stricte defensywny charakter, mianowicie ochronę ambasady. ONZ potępiło wybuch walk nawołując do zaprzestania starć i wysyłając kolejnych przedstawicieli. Natomiast Międzyrządowy Organ ds. Rozwoju (Intergovernmental Authority on Development, IGAD) zaproponował wprowadzenie embargo na wszelką broń dla Południowego Sudanu, sankcje dla liderów obu obozów i umocnienie misji ONZ na terenie tego kraju.

Pozostają jednak uzasadnione obawy, czy uda się zaprowadzić pokojowe rozwiązanie konfliktu i nie dopuścić do kolejnej wojny domowej. Wątpliwości rosną zwłaszcza po ostatniej deklaracji prezydenta Kiira, który zagroził Macharowi usunięciem ze stanowiska, jeśli ten nie wróci do kraju. Takie działania budzą poważne obawy, czy liderom politycznym i wojskowym Południowego Sudanu w ogóle zależy na bezkrwawym rozstrzygnięciu, czy w ich interesie jest dalsza walka. Jedno jest pewne – faktyczny pokój jest wciąż daleko od tego państwa.

regulamin

Poprzez kontynuację wyrażasz zgodę na używanie cookies. więcej informacji / more info

Poprzez akceptację wyrażasz zgodę na używanie cookies np. byśmy mogli lepiej dostosować wyświetlanie treści do oczekiwań naszych czytelników. The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij / Close