Żelazny Sułtan, czyli zwycięski zamach stanu Erdoğana

Filip Szczepaniec

Źródło: Senat RP, 14.05.2009 r., https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Recep_Tayyip_Erdo%C4%9Fan,_Poland.jpg (18.07.2016)

Ostatnie wydarzenia w Turcji, czyli nieudana próba puczu wojskowego, przeprowadzona przez część armii tureckiej 15 lipca br., była sprawdzianem autorytetu i siły rządzącego Turcją od 2003 roku jako premier, a od dwóch lat jako prezydent Recepa Tayipa Erdoğana. Wyszedł on z tej próby zwycięsko, jednocześnie umacniając swoją pozycję, jednak tak odważny akt sprzeciwu ze strony armii stawia wiele pytań co do przyszłości Turcji, a także osoby samego prezydenta.

Bunt rozpoczął się 15 lipca 2016 roku w godzinach wieczornych, podczas nieobecności Erdoğana w kraju, kiedy to na ulicach Stambułu oraz Ankary (dwóch największych miast w Turcji) pojawiły się czołgi oraz żołnierze. Puczyści zmobilizowali także siły powietrzne – myśliwce (w tym F-16) i helikoptery bojowe, które były widoczne na niebie nad oboma miastami. Żołnierze wdarli się do siedziby krajowej telewizji TRT (Türkiye Radyo Televizyon) oraz do stambulskiej siedziby rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP). Opanowano również kluczowe punkty i lotnisko w Stambule. W oświadczeniu odczytanym w studiu telewizji TRT podano, iż władzę przejęła „Rada Pokoju”, która zamierza wprowadzić demokratyczny porządek oraz nową konstytucję. W Stambule i Ankarze słyszano strzały, ostrzelano również budynek parlamentu w stolicy. Nad ranem 16 lipca prezydent Erdoğan powrócił do kraju i wezwał ludność do oporu wobec buntowników, którzy niedługo później poddali się pod naporem tłumu oraz wobec braku wsparcia ze strony reszty sił zbrojnych, a także społeczeństwa.

Krajobraz po bitwie

Ostateczny bilans nieudanego puczu to 265 ofiar (161 policjantów i cywili, 104 puczystów, choć obecnie mówi się o łącznie 290 ofiarach) oraz 1440 rannych (statystyki podane przez premiera Turcji Binaliego Yildirima). Nieudany zamach stanu wywołał potężne reperkusje wewnętrzne i zdecydowaną reakcję prezydenta i administracji. W sobotę 16 lipca, po częściowym znormalizowaniu sytuacji rozpoczęto czystki w armii i władzach sądowniczych. Premier Yildirim podał do opinii publicznej informację o liczbie aresztowanych – 2839 żołnierzy, włącznie z wysokimi rangą oficerami, a także 2745 sędziów. Liczba zatrzymanych ciągle jednak wzrasta, co pokazuje skalę działań mających zapobiec jakimkolwiek podobnym próbom puczu w przyszłości. Premier oświadczył również, iż „rozważane” są kwestie przywrócenia kary śmierci dla ludzi odpowiedzialnych za ów bunt.

Co oczywiste, nieudana próba zamachu stanu wpłynęła również na stosunki Turcji z zagranicą oraz ważne aspekty polityki na Bliskim Wschodzie. Szczególnie ważna była deklaracja Stanów Zjednoczonych i państw NATO, ze względu na strategiczne partnerstwo ze Stanami, a także bardzo ważne miejsce Turcji w Sojuszu (która jest drugą pod względem wielkości armią Paktu).

Sekretarz Generalny NATO, Jens Stoltenberg, opublikował na Tweeterze wpis, mówiący o pełnym poparciu dla demokratycznie wybranych organów, instytucji oraz konstytucji tureckiej. Nie dodał jednak nic o potencjalnych działaniach Sojuszu.

Stany Zjednoczone wyraziły zaś pełne poparcie dla prezydenta Erdoğana oraz tureckiego rządu. W rozmowie z Sekretarzem Stanu (Secretary of State) Johnem Kerrym, prezydent Barack Obama zgodził się, iż wszystkie partie polityczne w Turcji powinny wesprzeć demokratycznie wybrany rząd. Kerry, przebywający obecnie w Moskwie, dodał również, iż Stany w pełni popierają instytucje i rząd turecki. Potwierdza to zatem wiodącą rolę Turcji jako sojusznika Stanów Zjednoczonych, nawet mimo zarzutów o niedemokratyczne metody rządzenia wobec prezydenta Erdoğana.

Wsparcia udzieliła również Rosja. Po zestrzeleniu rosyjskiego myśliwca Su-24 nad tureckim terytorium w listopadzie 2015 roku wzajemne stosunki były wręcz fatalne – zamarł handel między państwami, a Rosjanie wycofywali swoje inwestycje z Turcji. Jednak w czerwcu br. Turcy, wyrażając ubolewanie z powodu owego zestrzelenia, podjęli udaną próbę normalizacji relacji z Federacją Rosyjską, co objawia się w płynących z Moskwy wyrazach wsparcia dla rządu tureckiego. Jednocześnie, Rosjanie przyznali Turcji status bardzo ważnego mocarstwa regionalnego, co odwzajemnia tureckie starania o powrót do przyjacielskich stosunków.

Pucz naruszył także stosunki dyplomatyczne z Bułgarią oraz Grecją. Granica turecko-bułgarska została zamknięta, zaś Bułgarzy podwoili patrole straży granicznej w reakcji na wydarzenia z 15 lipca. Obecnie działania tureckiej dyplomacji skupiają się na Grecji, gdzie przebywa ośmiu żołnierzy, którzy brali udział w puczu. Zostali oni aresztowani, jednak mimo usilnych żądań Turcji, nie wydalono ich jeszcze do Ankary.

Światowa gospodarka także odczuła skutki nieudanego puczu. Turcja jest bardzo ważnym państwem pod względem tranzytowym, gdyż przez nią przechodzi wiele ważnych gazo- oraz ropociągów, kluczowych w kontekście światowego handlu surowcami (m. in. gazociąg Południowokaukaski, ropociąg Baku-Tbilisi-Ceyhan). Również Cieśnina Bosfor pełni nieocenioną rolę jeśli chodzi szlaki morskiego transportu ropy. W związku z zamachem stanu i działaniami ofensywnymi, przejście na Cieśninie Bosfor oraz część ropociągów została zamknięta ze względów bezpieczeństwa. Może to spowodować wzrost cen ropy naftowej, a tym samym kolejne zawirowania na rynkach finansowych. Niemniej jednak, na chwilę obecną ruch tankowców na cieśninie nie jest wstrzymany, a rurociągi nie doznały żadnych uszkodzeń i dalej mogą być używane do przesyłania ropy. W przypadku tureckiej gospodarki nie doszło do poważniejszych zmian – zmalał jedynie kurs waluty, lira, który w stosunku do dolara stał się tańszy o 5%.

Przyczyny puczu

Zamachy stanu dokonywane przez wojsko są wręcz wpisane w turecką historię. Od lat 60. XX wieku czterokrotnie dochodziło do sytuacji, w której to armia przejmowała władzę i ustanawiała nowe rządy dla Turcji (w latach 1960, 1971, 1980 i 1997). Zaś od 1982 roku konstytucja gwarantuje siłom zbrojnym prawo do takiej interwencji w przypadku zagrożenia ustawy zasadniczej oraz ustroju państwa. Mimo to, pucz z 15 lipca może zdziwić niejednego obserwatora. Recep Erdoğan od niemal początku swoich rządów, czyli od 2003 roku (jako premier), czynił starania co do umocnienia pozycji i poszerzenia kompetencji. Z racji tego, że sukcesywnie jego pozycja w państwie rosła, a brakowało reakcji wojska, Erdoğan musiał mieć poparcie sił zbrojnych. Nie starał się również osłabić pozycji armii, na co wskazuje wykres procentu PKB przeznaczanego na wydatki wojskowe, który od początku rządów partii AKP nie zmieniał się drastycznie.

Sam Erdoğan i jego otoczenie jako głównego inspiratora puczu wskazuje Fethullaha Gülena, wpływowego uczonego islamskiego, lidera Ruchu Gülena, mieszkającego od 1999 roku w Pensylwanii (Stany Zjednoczone). Oficjalnie podejrzenia te potwierdził minister sprawiedliwości Turcji, Bekir Bozdag, który oznajmił, że spiskowcy powiązani byli właśnie z Gülenem. Oskarżenie o wsparcie buntu przez Gülena wywołało spór ze Stanami Zjednoczonymi. Erdoğan wezwał swojego sojusznika zza oceanu do natychmiastowej ekstradycji uczonego do Turcji oraz oskarżył Stany o wspieranie Gülena. Amerykański Sekretarz Stanu Kerry uznał te oskarżenia za krzywdzące, jednocześnie odmawiając ekstradycji dopóki Turcy nie dostarczą dowodów. Warto dodać, że od dłuższego czasu stosunki między prezydentem, a przywódcą Ruchu są napięte, głównie ze względu na krytyczny stosunek Gülena do osoby i rządów Erdoğana.   

Sam Fethullah Gülen odrzuca oskarżenia, argumentując, iż będąc ponad 15 lat na emigracji nie wie, ilu ma zwolenników w samej Turcji. Dodaje również, że każdy kolejny pucz wojskowy przeprowadzony w Turcji przynosił dla jego osoby jedynie aresztowania, prześladowania i różne formy represji, więc na pewno nie brałby udziału w kolejnym. Jednocześnie oskarża on samego prezydenta o przygotowanie „fałszywego” zamachu stanu.

Jako inne możliwe czynniki zamachu stanu wskazuje się na konflikt armii i Erdoğana dotyczący większej islamizacji kraju, promowaną przez prezydenta oraz jego partię AKP. Brany pod uwagę jest również wpływ dżihadystów z tzw. Państwa Islamskiego (Islamic State, IS) na wojsko, który mógł doprowadzić do wystąpienia przeciw władzy. Części armii mogły się nie spodobać działania Erdoğana zmierzające do umocnienia swojej władzy i ograniczania demokracji. Puczyści jednak nie przedstawili oficjalnych celów, tak więc nie wiadomo na pewno jakie były przyczyny zbrojnego buntu.

Zwycięzca jest tylko jeden

W ostatecznym rozrachunku największym wygranym nieudanego zamachu stanu został właśnie prezydent Recep Erdoğan. Nie tylko opanował sytuację, ale poprzez szybką reakcją oraz jasny przekaz umocnił swoją pozycję i podniósł słabnącą ostatnio popularność.

Dlaczego pucz okazał się sukcesem Erdoğana? Po pierwsze, dzięki swojej natychmiastowej odezwie do narodu w obliczu kryzysu stał się w oczach tureckiej społeczności kimś w rodzaju „ojca narodu” – tytułu, który jako ostatni dzierżył twórca nowoczesnej Turcji, Kemal Atatürk. To właśnie głównie dzięki reakcji obywateli, którzy walczyli na ulicach ze zbuntowanymi żołnierzami, pucz nie odniósł sukcesu. Natychmiastowa reakcja ludzi na wezwanie prezydenta do obrony kraju pokazuje poparcie władcy Turcji wśród społeczeństwa. Świetnym chwytem PR-owym ze strony Erdoğana było również wysłanie w sobotę rano SMS-a do każdego mieszkańca Turcji, namawiającego do wyjścia na ulicę, co można odbierać jako swoiste pokładanie nadziei w obywatelach. Reakcja ludzi oraz takie zabiegi wskazują na fakt, że ewentualny sukces puczystów nie uzyskałby szerokiego poparcia wśród tureckiej ludności i nowy rząd upadłby równie szybko jak powstał.

Po drugie, nieudana próba obalenia demokratycznie wybranych organów państwa stwarza okazję do dalszego umacniania władzy jako prezydenta oraz forsowania ustaw, które nie są popularne wśród całego tureckiego społeczeństwa. Okazja ta jest szczególna ze względu na wielkie poparcie ze strony obywateli, którzy tym samym dają w pewnym sensie zezwolenie na reformy. Erdoğan może tym samym przeforsować dalszą islamizację życia społecznego Turcji, odchodząc tym samym od pierwotnych założeń i laickości Atatürka. Daje mu to też możliwość dalszego obsadzania stanowisk lojalnymi sobie ludźmi, co na pewno nastąpi w przypadku zapowiedzianych czystek w sądownictwie oraz armii.

Po trzecie, reakcja świata na wydarzenia w Ankarze oraz Stambule pokazuje, iż Erdoğan, mimo oskarżeń o autorytaryzm i dążenie do dyktatury, ciągle może liczyć na poparcie ze strony zarówno mocarstw,  a także sąsiadów i partnerów. Trzeba wziąć pod uwagę, iż ma na to wpływ wiele czynników oraz procesów, jak choćby wojna z tzw. Państwem Islamskim, w której Turcja pełni jedną z kluczowych ról. Jednak stanowcza i jednoznaczna reakcja ze strony państw ościennych, potępiająca pucz, daje prezydentowi Turcji kolejny powód do zadowolenia, a także wolną rękę w dalszym wprowadzaniu autorytaryzmu. Warto też zwrócić uwagę na żądania Erdoğana co do ekstradycji Gülena – prezydent nie poprosił, lecz zażądał od Amerykanów wydania opozycjonisty, co pokazuje siłę, jaką w tym momencie dysponuje Erdoğan. Zagrożenie z tej sytuacji mogą za to czuć Kurdowie, którzy od lat są ignorowani przez opinię międzynarodową. Tak jasne poparcie dla tureckich władz może oznaczać intensyfikację walki ze sprawą kurdyjską, która zostanie poświęcona w imię globalnych interesów.

Poważne wzmocnienie Erdoğana ponawia jednak pytanie dotyczące mocodawców puczystów, rzucając podejrzenia właśnie na prezydenta Turcji, potwierdzając tezę Gülena co do odpowiedzialności samego Erdoğana za ten zamach stanu. Nadal nie wiadomo, kto dokładnie stał za przygotowaniem i przeprowadzeniem zamachu stanu, zaś dowodów na udział Fethullaha Gülena, jak wcześniej wspomniano, nie ma. Według relacji państwowej agencji prasowej Anatolia, do organizacji puczu przyznał się były dowódca sił powietrznych, Akin Ozturk. Doniesienia te zdementowały jednak media prywatne – telewizje Haberturk oraz NTV, zaś BBC mówi o oświadczeniu generała, w którym stwierdza, że dążył do stłumienia buntu. Taki chaos informacyjny jest na rękę prezydentowi, gdyż przenosi uwagę świata na inne aspekty zamachu stanu. Reakcja prezydenta i jego powrót do Turcji był zaskakująco szybki, zaś doniesienia z miejsca walk mówiły o przewadze policji nad etatowymi żołnierzami. 17 lipca podano też informację, iż samolot prezydenta, lecącego na wakacje, był na celowniku rebelianckich F-16. Mimo to, nie został eskortowany ani w żaden sposób zaatakowany, choć mógł zostać nawet zestrzelony. Aresztowania, oprócz oficerów sił zbrojnych (głównie pułkowników), objęły również sądownictwo, co jest dość dziwnym posunięciem z racji faktu, iż był to stricte pucz wojskowy. Wskazuje to jednoznacznie na wykorzystanie buntu do usunięcia opozycjonistów z organów państwowych, co daje kolejny argument zwolennikom tezy, że zamach stanu został wykreowany w pałacu prezydenckim w Ankarze.

Jeśli specjalne przepisy dotyczące kary śmierci dla oficerów biorących udział w puczu zostaną wprowadzone w życie, być może nigdy nie dowiemy się kto stał za tymi działaniami. W najbliższej przyszłości możemy za to obserwować powstanie nowej Turcji, z Żelaznym Sułtanem Recepem Erdoğanem na czele, której aspiracje będą sięgać bardzo daleko. I tylko od Erdoğana będzie zależeć, czy nowa Turcja będzie dalej prozachodnia i otwarta na świat, czy już islamska i daleka od niego.

regulamin

Poprzez kontynuację wyrażasz zgodę na używanie cookies. więcej informacji / more info

Poprzez akceptację wyrażasz zgodę na używanie cookies np. byśmy mogli lepiej dostosować wyświetlanie treści do oczekiwań naszych czytelników. The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij / Close