Fala Strachu

Grzegorz Jasiński

Fala-Strachu
Fot. Fotolia

Wzrost liczby imigrantów, którzy każdego miesiąca próbują dostać się do Europy z obszarów Bliskiego Wschodu i Afryki, budzi coraz większe zaniepokojenie. Imigranci, wśród których 60–80% stanowią nastoletni chłopcy i mężczyźni w sile wieku, spotykają się coraz częściej z niechęcią, a wręcz agresją. Przywódcy europejskich państw próbują różnych sposobów uregulowania tej sytuacji, ale dopóki Bliski Wschód pozostanie pogrążony w zamęcie wojennym, dopóty nie może być mowy o realnej poprawie.

Ludzka fala emigracji wzbiera od kilkunastu miesięcy. W 2015 roku drogą morską do granic Unii Europejskiej dotarło, według danych UNHCR, czyli Biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców, ponad milion osób – dziś to właśnie w ten sposób, łodziami odbijającymi od tureckich wybrzeży Morza Egejskiego i dopływającymi do pobliskich greckich wysp i wybrzeży, imigranci docierają do Unii Europejskiej. Grecy przyjęli ich w zeszłym roku ponad 820 tys., a Włosi 150 tys. Dla porównania w 2014 roku w ten sposób przybyło 220 tys. osób i to głównie z obszaru Afryki do Włoch. W 2013 roku na nielegalną i niebezpieczną drogę morską zdecydowało się tylko 60 tys. ludzi, a w 2012 roku zaledwie 20 tys. Tyle że droga do Włoch jest obarczona większym ryzykiem i trudniejsza. Teraz „bramą” stały się źle pilnowane i łatwe do przekroczenia greckie granice, dystans się zmniejszył, możliwości bezpiecznego dotarcia wzrosły. Zmieniła się też struktura etniczna imigrantów. Mieszkańców państw afrykańskich zastąpili uchodźcy bliskowschodni. Są to głównie Syryjczycy (40%), Irakijczycy (20%) i Afgańczycy (25%) – mowa tu tylko o obywatelach tych państw, gdyż etnicznie zróżnicowanie wśród nich jest o wiele większe.

Ta ludzka fala „wylała się” z obozów dla uchodźców rozmieszczonych w Turcji, gdzie wcześniej czasowe schronienie w miasteczkach namiotowych znalazło ponad 2 mln ludzi z ogarniętej wojną Syrii. Przy czym Amnesty International już w 2014 roku ostrzegało, że faktycznie tylko 10% tej liczby miało zagwarantowaną opiekę w tych obozach, podczas gdy większość ówczesnych uchodźców musiała sobie w Turcji radzić niemal na własną rękę – z prawem pobytu i przychylnym spojrzeniem władz, ale faktycznie bez prawa podjęcia legalnej pracy. Syryjczycy koczują więc od lat na obszarze całej Turcji – w samym tylko Stambule notowano ich w zeszłym roku 300 tys. Do tego dochodzą imigranci z Iraku i Afganistanu, którzy w znacznej liczbie również utknęli w Turcji. Ankara skarżyła się, że w latach 2011–2014 wydała na obozy dla uchodźców ponad 4 mld USD, nie otrzymując żadnego godnego uwagi wsparcia. W 2015 roku Turcy postanowili zatem łaskawszym okiem spojrzeć na próby opuszczenia ich państwa przez rzesze uchodźców koczujących u nich od lat.

Więcej w pierwszym numerze „Bezpieczeństwo i Obronność”

regulamin

Poprzez kontynuację wyrażasz zgodę na używanie cookies. więcej informacji / more info

Poprzez akceptację wyrażasz zgodę na używanie cookies np. byśmy mogli lepiej dostosować wyświetlanie treści do oczekiwań naszych czytelników. The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij / Close